Offtopic

Podsumowanie roku + zmiany, zmiany, zmiany

VN:F [1.7.9_1023]
Rating: 5.0/5 (2 votes cast)

Co roku w grudniu publikuję na blogu swego rodzaju podsumowanie ostatniego roku kalendarzowego i moje plany na nadchodzący rok. By tradycji stało się zadość, poniżej kilka słów podsumowania na zakończenie kończącego się roku 2011.

Społeczności IT

Na dobry początek roku 2011 okazało się, że całkiem nieźle wyglądała moja aktywność na portalu WSS.pl w ubiegłym roku. Cieszę się, że w poprzednim roku mogłem pomóc wielu użytkownikom portalu zadającym pytania na forum. W tym roku moja aktywność na WSS.pl nie była już tak duża, głównie za sprawą notorycznego braku wolnego czasu :-)
W miarę możliwości starałem się wspierać Polską Grupę Użytkowników SQL Server (PLSSUG). Udało mi się przeprowadzić kilka prelekcji w Warszawie. Niestety, nie udało mi się dotrzeć na konferencję SQLDay, nad czym boleję (zatrzymały mnie sprawy zawodowe).

Bardzo miło za to wspominam Microsoft Technology Summit 2011, na której to konferencji miałem okazję spotkać wiele osób, z którymi chętnie dyskutuję i rozmawiam o technologiach, ale nie mam okazji spotykać ich na codzień.  Na MTS udało mi się, wspólnie z Markiem Adamczukiem, zaprezentować sesję  pt. “Najlepsze praktyki dla programisty T-SQL“, która została oceniona najwyżej ze wszystkich sesji podczas tegorocznej konferencji. Średnia ocen z ankiet wyniosła 8.44 na 9, więc była rewelacyjna. Dziękuję wszystkim, którzy zechcieli wypełnić naszą ankietę i cieszę się, że odbiór naszej prezentacji był tak dobry. Mam nadzieję w przyszłości ponownie pojawić się na MTS (oczywiście, najlepiej w duecie z Markiem).

Życie prywatne

Tu wydarzyło się bardzo dużo. Ci, co mnie znają bliżej, wiedzą, że ostatnie dwa lata miałem “wyjęte z życia”. Ale koniec końców udało się zrealizować projekt, który – póki co – mogę śmiało nazwać “projektem mojego życia”. Dość powiedzieć, że od sierpnia mieszkam z rodziną w nowym domu. Nareszcie :-)

Życie zawodowe

W życiu zawodowym wiodło mi się również bardzo dobrze. W Action IT Consulting przepracowałem ponad rok w znakomitym zespole, którego skuteczność działania i realizacji projektów stoją na najwyższym poziomie. Sporo się nauczyłem, głównie z zakresu BI, ale także w zakresie umiejętności miękkich – negocjacji z klientem i korespondencji w ramach korporacji. Miło było również poprowadzić latem kilka szkoleń poświęconych systemowi SQL Server (pozdrawiam zwłaszcza kursantów ze szkoleń w Sopocie).

W tym miejscu chciałbym podziękować kilku osobom, które przyczyniły się do moich pozytywnych odczuć na temat pracy w ciągu ostatniego roku. W pierwszej kolejności dziękuję Włodkowi Bielskiemu, z którym mam przyjemność pracować w zespole, a który jest w moich oczach jednym z najskuteczniejszych managerów, jakich znam. Dzięki Włodkowi nauczyłem się, jak skutecznie łączyć politykę z technologią oraz jak efektywnie zarządzać projektami. Cenna wiedza. Osobami, którym należą się moje podziękowania, są także prezesi Action Centrum Edukacyjnego, Michał Karski i Tomek Siemek. Jest mi niezmiernie miło, że po raz drugi mogliśmy udanie współpracować i że mimo nadchodzących zmian wszyscy jesteśmy nastawieni na ewentualną przyszłą współpracę :-)

Nie mógłbym też nie wspomnieć o pracy na uczelni, Warszawskiej Wyższej Szkole Informatyki, gdzie w ramach studium podyplomowego na kierunku Bazy Danych i Business Intelligence prowadzę zajęcia z kilku przedmiotów krzewiąc wiedzę na temat baz danych :-)

Zmiany, zmiany, zmiany

Wspomniałem o zmianach… Ano, przechodzę na “ciemną stronę mocy”, jak to niektórzy mawiają ;-),  i od nowego roku rozpoczynam pracę w polskim oddziale Microsoft w dziale Small & Medium Business Solutions and Partners na stanowisku Partner Technology Advisor – Application Platform. Zatem, jeśli to czytasz i pracujesz w firmie, która jest partnerem Microsoft wykonującym projekty z zastosowaniem SQL Servera (a także Bizztalka i SharePointa) – niewykluczone, że się spotkamy i będziemy mieli okazję współpracować :-)

Nie wątpię, że nowa praca będzie nie lada wyzwaniem. Po raz pierwszy wkroczę w życie międzynarodowej korporacji. Charakter stanowiska różni się znacznie od wszystkiego, co do tej pory robiłem. Moją rolą będzie wspieranie partnerów firmy Microsoft w projektach wykorzystujących technologie i platformy aplikacyjne mojego nowego pracodawcy. Nie będę więc pisał kodu SQL, a zajmę się doradztwem technologicznym i wsparciem sprzedaży produktów Microsoftu.

Czy sprawdzę się w nowej roli? Nie wiem, ale jestem bardzo zmotywowany, a to pierwszy krok do sukcesu :-) Trzymajcie zatem za mnie kciuki. Już dziś mój “korporacyjny” kalendarz zapełnia się spotkaniami i prezentacjami. Pod koniec stycznia wybiorę się zapewne do Redmond i Seattle, by wziąć udział w konferencji TechReady i odbyć serię szkoleń. Może być bardzo ciekawie. Z pewnością będę miał o czym pisać na blogu, o ile znajdę tylko czas na pisanie.

A skoro o blogu mowa, na nim też nastąpią zmiany. Zniknie logo programu MVP (w tym roku otrzymałem tę nagrodę po raz czwarty z kolei), ponieważ jako pracownik Microsoftu nie będę mógł utrzymać statusu SQL Server MVP (trochę żal, ale jakoś to przeżyję :-)). Ponadto, od tej pory wszystkie wpisy na blogu będą w języku polskim (i tak tych w języku angielskim było mało, więc zrezygnuję z prefiksowania tytułów dopiskiem [PL]).

Czy zmieni się mój profil zainteresowań? Nie sądzę. W końcu moja praca nadal będzie ściśle związana z systemem SQL Server (co najwyżej poszerzy moje horyzonty).

Plany

Moje plany na przyszłość? Hmmm… Głównie związane są z nowym wyzwaniem zawodowym, ale oczywiście mam też swoje plany co do bloga. Chciałbym, by zaczęły się na nim pojawiać artykuły o SQL Server 2012. Mam już nawet kilka pomysłów. Jak będzie z ich realizacją, trudno mi powiedzieć w tej chwili. Ale jak tylko znajdę chwilę, postaram się pisać w miarę systematycznie. Z pewnością chciałbym pojawić się na przyszłorocznej konferencji SQLDay (w maju) i dać jakieś prelekcje na spotkaniach PLSSUG. Co z tych planów uda się zrealizować, czas pokaże.

Tymczasem idą Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok. Życzę wszystkim czytelnikom mojego bloga, by spędzili najbliższy czas w świątecznej i rodzinnej atmosferze. Życzę zdrowia i spokoju ducha oraz by udało się zrealizować maksymalnie wiele noworocznych postanowień. Wszystkiego dobrego i do poczytania :-)

[PL] MCM? Dziękuję, może później…

VN:F [1.7.9_1023]
Rating: 4.0/5 (1 vote cast)

Jakiś czas temu, ku mojemu zaskoczeniu, udało mi się zdać egzamin 88-970 (SQL Server 2008 Microsoft Certified Master Knowledge Exam). To był bardzo trudny egzamin i moja satysfakcja ze zdania go była naprawdę duża. Pierwszy krok do tytułu Microsoft Certified Master (MCM) został postawiony :-)

Idąc za ciosem podszedłem wczoraj do egzaminu 88-971 (SQL Server 2008 Microsoft Certified Master Lab Exam). I, niestety, nie udało mi się go zdać.

O formie laba i pytaniach nie mogę pisać, by nie naruszyć NDA, ale postaram się po krótce opisać swoje wrażenia.

Po pierwsze, lab jest naprawdę megaciężki. Niby czasu jest o wiele więcej niż na typowym egzaminie, ale jednocześnie zadania postawione zdającemu są z całego przekroju zagadnień związanych z SQL Serverem i niektóre z nich potrafią być “pożeraczami czasu”. Kilka tips & tricks dla tych, którzy by chcieli zdawać ten egzamin:

  • Zacznij od przeczytania wszystkich zadań.
  • Zrób listę zadań na boku (np. na kartce) i odznaczaj te, które już masz z głowy.
  • Oznacz te zadania, które wiesz, że na pewno chcesz zrobić, bo wpadają w Twoje ulubione obszary SQL Servera.
  • Nie trać czasu na zgadywanie i rozwiązywanie problemów, z którymi nigdy się nie zmierzyłeś (chyba, że starczy na to czasu na koniec).
  • Koniecznie pracuj metodycznie – krok po kroku, każdy następny krok przemyśl i wyobraź sobie wszelkie związane z nim ryzyka.
  • Dokładnie czytaj polecenia, by wykonać to i TYLKO to, o co chodzi w zadaniu.

Ja sam niestety nie umiałem dostatecznie dobrze zastosować powyższych punktów w czasie wczorajszego podejścia i chyba ciut przespałem przygotowania (jak teraz patrzę wstecz na to, czego się uczyłem, powinienem był się skupić na innych zagadnieniach). Mój wynik nie był zły (Joe Sack, Acting Program Manager programu MCM:SQL Server, określił go jako “a good first attempt“), a w niektórych objectives potwierdziłem, że mam silne strony jako specjalista pracujący z SQL Serverem. Na dobrą sprawę zabrakło nie tak wiele, by zdać. Szkoda. Ale przynajmniej wiem, że jestem na dobrej drodze. I, co ważne, po tym egzaminie, w przeciwieństwie do egzaminów teoretycznych (testów), dokładnie wiem, które scenariusze i obszary SQL Servera muszę baczniej postudiować. Niestety, wszystkiego w życiu zawodowym nie mam i nie będę miał okazji dotknąć. Trzeba trochę samemu, “na sucho”, pobawić się w Wielkiego DBA na maszynach wirtualnych :-)

Co dalej? Ano teraz co najmniej 90 dni muszę odczekać (taka procedura). Potem, o ile dojdziemy z moim pracodawcą do wniosku, że MCM to tytuł dla mnie i dla firmy niezbędny, pewnie podejdę znów do tego strasznego laba. A na razie mam sporo czsasu, by opanować kilka “objectives”, które gdybym miał w małym palcu wczoraj, mówiłbym do siebie per “master” ;-)

Jeszcze raz gratuluję wszystkim tym, którzy zdali egzamin 88-971. Kawał dobrej roboty. Trzeba być naprawdę masterem, żeby ten egzamin zdać.

I na koniec, dziękuję serdecznie wszystkim tym, którzy trzymali za mnie kciuki. Niestety, nie zrobiłem wszystkiego, co mogłem, by zdać ten egzamin, czego naprawdę żałuję. Ale na tym świat się nie kończy. I powiem Wam, że po tym egzaminie nabrałem jeszcze większej ochoty na zabawy z SQL Serverem. MCM czy nie, “geekiem” pozostaję nadal :-)

[PL] Powrót do blogowania i sprawy bieżące

VN:F [1.7.9_1023]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Wiadomość dla tych, którzy co jakiś czas odwiedzają mojego bloga – wracam do pisania ;-) Ostatnimi czasy jestem co prawda mocno zajęty na wszystkich frontach życia (pewnie wiele osób zauważyło moją rezygnację z roli redaktora na portalu WSS.pl), ale już chyba nie wytrzymam dłużej bez wirtualnego kałamarza i obiecuję poprawę we frekwencji produkowania moich wypocin w tym zakątku sieci.

Wiele osób od wczoraj pyta mnie o wrażenia z egzaminu MCM. Egzamin już za mną – wczoraj wieczorem wróciłem z Berlina. Wrażenia? Trudny egzamin, momentami bardzo trudny. A przede wszystkim morderczy. Wraz z Łukaszem Grala, który zdawał ten sam egzamin w tym samym czasie (w boksie obok), wyszliśmy z sali egzaminacyjnej praktycznie wyczerpani (stąd moje określenie na Twitterze – "pranie mózgu"). Wynik? Za jakieś 30 dni roboczych, więc znów trzeba trzymać kciuki. Szanse, że zdam? Mam nadzieję, że tak będzie, ale jako, że był to zdecydowanie najtrudniejszy egzamin Microsoft, jaki zdawałem, moje nadzieje mogą okazać się płonne. Ale i tak, satysfakcję mam ogromną. Po pierwsze – przygotowując się (w miarę możliwości) nadrabiałem zaległości w literaturze, uporządkowałem czytnik RSS, znalazłem mnóstwo ciekawych informacji, nauczyłem się sporo nowych dla mnie rzeczy. To już sporo. Po drugie – za te kilkadziesiąt dni przekonam się, w którym miejscu jestem i jak wiele pracy muszę włożyć, by poznać lepiej technologię, z którą pracuję. To też dużo.

O samym egzaminie pisać oczywiście nie mogę. Mogę tylko dodać, że jest bardzo przekrojowy, wymaga ogromnej wiedzy i doświadczenia (także doświadczenia w roli architekta), a także, że w 90% pytań miałem wrażenie, jakbym dokładnie wiedział, kto układał pytanie (ale to pewnie tylko wrażenie) ;-)

Co dalej? Jeśli uda mi się i okaże się, że jakimś cudem zdałem egzamin, czeka mnie lab, ponoć jeszcze bardziej wyczerpujący i mega-trudny. Byłoby świetnie móc do niego przystąpić! A tymczasem kontynuuję coś, o czym jeszcze nie informowałem na blogu – piszę rozdział do powstającej właśnie książki "SQL Server MVP Deep Dive vol. 2" :-)

Stay tuned!

[PL] Time to be a Master (?)

VN:F [1.7.9_1023]
Rating: 4.0/5 (2 votes cast)

Niektórzy trafnie zauważyli, że ostatni wpis na moim blogu pojawił się dość dawno. To prawda. Niestety, czasem człowiek ma na głowie tyle zajęć, że blogowanie schodzi na plan dalszy. Ostatnie tygodnie były dla mnie czasem wytężonej pracy. A przede mną kolejne pracowite dni. Dlaczego? Między innymi dlatego, że przygotowuję się do egzaminu 88-970: SQL Server 2008 Microsoft Certified Master: Knowledge Exam.

mcm

Microsoft Certified Master (MCM) jest ponoć tytułem dla "twardzieli" i ekspertów ;-) No cóż, czy czuję się ekspertem? Z pewnością są takie obszary SQL Servera, na których znam się całkiem nieźle. Są też i takie, których najchętniej w ogóle bym w życiu nie dotykał :-)

W samym programie SQL Server MCM zaszły ostatnio spore zmiany. Nadal wymagane są dwa certyfikaty: MCITP:DBA i MCITP:Dev. Nadal trzeba zapłacić sporo za egzaminy (egzamin oraz lab – w sumie 2500 dolarów). Ale nie jest już wymagane odbycie kosztownego (18 000 dolarów) i wyczerpującego szkolenia w Redmond.

Do egzaminu, podobno bardzo trudnego, trzeba zapewne umieć więcej niż by się chciało, więc w wolnym czasie uzupełniam braki w mojej wiedzy n/t SQL Servera. Między innymi oglądam nagrania z serii SQL Server 2008 Microsoft Certified Master Readiness Videos. Na całe szczęście dobrzy ludzie napisali porządne skrypty PowerShell, dzięki którym można pobrać wszystkie filmy ze wspomnianej serii :-)

Recepty na zostanie "masterem" raczej nie ma, choć na blogu MCM podano kilka pomocnych uwag. Receptę na pewno zna Maciek Pilecki, który od kilku dni jest pierwszym znanym mi SQL Server MCM w Polsce. Gratulacje dla Maćka. Teraz trzeba spróbować swoich sił :-) Jeśli ktoś zamierza przystępować do tej certyfikacji, proszę o kontakt. Byłoby fajnie wymienić się doświadczeniami, a być może trochę razem poedukować.

Czy mi się uda zostać MCM, czy nie, na pewno to, czego się nauczę podczas przygotowań do egzaminu, będzie cennym doświadczeniem. Egzamin już w przyszłym miesiącu, więc siadam do nauki, a jak nauczę się czegoś ciekawego, nie omieszkam opisać tego na blogu. Nawet mam już parę pomysłów, więc wkrótce powinien pojawić się jakiś nowy wpis. Trzymajcie za mnie kciuki. Time to be a Master? Czemu nie!

[PL] Podsumowanie roku 2010

VN:F [1.7.9_1023]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Każdego roku w grudniu wykonuję swoisty rachunek sumienia – podsumowuję ostatnie 12 miesięcy mojego życia w IT, rozliczam się z rzeczy, które udało się zrealizować oraz z tematów, które z jakichś powodów leżą odłogiem :-) A że kończy się powoli Anno Domini 2010, czas na moje podsumowanie.

Blaski, czyli kroki do przodu

Udało się w tym roku sporo. Po kolei:

  • przeniosłem blog na hosting Webio i jest mi tu dobrze :-)
  • zrealizowałem kilka arcyciekawych projektów na SQL Serverze (w tym migrację z użyciem wyrafinowanych narzędzi a la parser),
  • przewalczyłem w Microsofcie naprawienie denerwującego self-deadlocka przy modyfikowaniu własnego typu w transakcji (vide http://sqlgeek.pl/2010/01/04/en-call-for-voting-alter-type-in-sql-server/),
  • zaliczyłem kilka wystąpień, raczej bez znaczącej wpadki ;-) – spróbuję nawet je wymienić:
  • zorganizowałem konkurs “Liga piłkarska” oparty o ideę T-SQL Challenges, ponoć się podobał i dostaję liczne pytania o to, kiedy następny konkurs…, (chwila, do tego też dojdziemy)
  • po raz trzeci zostałem nagrodzony przez Microsoft tytułem MVP w kategorii SQL Server – bardzo się cieszę, że nadal robię to, co lubię i jeszcze mnie ktoś za to chce nagradzać ;-)
  • zmieniłem pracę i zacząłem parać się hurtowniami, “BIajem” i raportowaniem korporacyjnym (o dziwo, to też może być arcyciekawa praca!),
  • przeprowadziłem ciekawy eksperyment na portalu WSS.pl (pozostałością jest nick C3PO i sporo wpisów na blogu) – ubaw po pachy i to za darmola :-D
  • poznałem naprawdę sporo wartościowych osób przy okazji spotkań grupy PLSSUG i konferencji przez nią organizowanych,
  • pod koniec roku zostałem po raz drugi w życiu prezesem Polskiej Grupy Użytkowników SQL Server (PLSSUG) – nie spodziewałem się tego, ale cieszę się, że ludzie, z którymi dzielę pasje zawodowe, pokładają we mnie swoje nadzieje,
  • w tym tygodniu zdobyłem badge’a “TC Winner” zajmując zaszczytne 3-cie miejsce w TC 36 :-)

Cienie, czyli zastoje i kroki wstecz

Nie wszystko było w tym roku tak, jakbym sobie wymarzył. Między innymi:

  • po raz pierwszy nie byłem na konferencji MTS – szkoda, bo ta impreza zawsze kojarzyła mi się jako świetna okazja do integracji z ludźmi z branży,
  • kolejny raz nie udało się wyjechać na MVP Global Summit – w tym roku też się nie wybieram, a chciałbym kiedyś tam pojechać (hamulcem jest inwestycja – budowa domu, która pochłania wszelkie środki, jakie uda się zgromadzić na koncie),
  • od wielu lat obiecuję sobie wyjazd na SQLBits do UK, ale za każdym razem powstrzymuje mnie mój racjonalizm (i kasa rzecz jasna),
  • miejscami za dużo uprawiałem polityki w sytuacjach, w których należało “wyluzować” (niepotrzebnie generowałem emocje, których można było uniknąć).

Postanowienia na przyszły rok

Koniec roku to doskonały moment na poczynienie postanowień. Te choć trochę dotyczące życia w społeczności IT wyglądają u mnie tak:

  • kontynuować blogowanie – choć czasu mam coraz mniej i czasem po powrocie do domu włącza mi się SET SLEEP_MODE ON, to postaram się pisać nadal o bazach danych i nie tylko (seria “moim zdaniem” także doczeka się kontynuacji),
  • wesprzeć konkurs dotyczący SQL Servera na WSS.pl (jak poznam szczegóły, opiszę wszystko na blogu, stay tuned!),
  • zorganizować swój konkurs na blogu (chyba znów coś wokół T-SQL, bo to jest najlepsza zabawa),
  • godnie prezesować PLSSUG – zrobić m.in. wszystko, by regularnie odbywały się spotkania nie tylko w Warszawie oraz by konferencja SQLDay zamieniła nazwę na SQLDays :-)
  • ponownie współorganizować jeden / dwa cykle sesji online na VirtualStudy.pl,
  • mobilizować towarzystwo SQL-owe na portalu WSS.pl (bójcie się, będę młodszym redaktorem na portalu, hehe) :-)
  • być może podejść do Microsoft Certified Master (o ile znajdzie się hojny sponsor),
  • nie politykować i robić swoje ;-)
  • uczyć się SSAS i MDX, uczyć się SSAS i MDX, uczyć się… :-)

Merry Christmas

A że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, a ja raczej przed Wigilią na blogu już ludzkim głosem nie przemówię, pozwolę sobie na SQL-ową kartkę świąteczną (przy okazji prezentuję kod wyświetlany przy użyciu świeżo zainstalowanego plugina – SyntaxHighlighter Pro):

SELECT geometry::Parse('POLYGON((
4 0, 0 0, 3 2, 1 2, 3 4, 1 4, 3 6, 2 6,
4 8, 6 6, 5 6, 7 4, 5 4, 7 2, 5 2, 8 0, 4 0
))')
UNION ALL
SELECT geometry::Parse('POLYGON((
2.5 0, 3 -1, 5 -1, 5.5 0, 2.5 0
))')
UNION ALL
SELECT geometry::Parse('POLYGON((
4 7.5, 3.5 7.25, 3.6 7.9, 3.1 8.2, 3.8 8.2,
4 8.9, 4.2 8.2, 4.9 8.2, 4.4 7.9, 4.5 7.25, 4 7.5
))')
UNION ALL
SELECT geometry::Point(
RAND(CHECKSUM(NEWID())) * 5 +1.5,
RAND(CHECKSUM(NEWID())) * 6, 0
).STBuffer(0.3)
FROM master.dbo.spt_values
WHERE type = 'P' AND number BETWEEN 1 AND 20;
GO

Uruchomić na SQL Server 2008 / 2008 R2 i przełączyć się na zakładkę Spatial Results :-) Wesołych Świąt! I tym świątecznym akcentem kończę ten off-topikowy wpis. Do poczytania.

[PL] Moim zdaniem – Certyfikaty zawodowe w branży IT

VN:F [1.7.9_1023]
Rating: 5.0/5 (1 vote cast)

Tytułem wstępu

Po sporym powodzeniu wpisu dotyczącego pracy i licznych głosach nakłaniających mnie do pisania na temat moich przemyśleń niekoniecznie związanych z technologiami postanowiłem, że na stałe zawita na moim blogu nowa seria pod zbiorczym tytułem “Moim zdaniem”. Tytuł serii najlepiej oddaje, jak powinny być traktowane wpisy w jej ramach publikowane – jako moje własne, niekoniecznie obiektywne, przemyślenia.

Certyfikaty – i o co tyle hałasu?

MCSE, MCP, CCNA i tym podobne trzy- i czteroliterowe skróty istnieją od dawna. Początkowo nie zaistniały w świadomości ludzi z branży IT, ale dzisiaj stały się nieodłącznym elementem naszego życia. Certyfikaty w IT zdobywamy na ogół po zdaniu jednego lub więcej egzaminów przy komputerze. Na ogół egzaminy te mają formę testu z ograniczoną liczbą gotowych odpowiedzi, a zadaniem zdającego jest wskazanie odpowiedzi poprawnych. Brzmi banalnie i czasem jest dość łatwo taki egzamin zdać. Z tego powodu i kilku jeszcze innych padają liczne pytania o sens zdobywania certyfikatów. Ale o tym później.

Po co producenci oprogramowania, jak na przykład firma Microsoft, przeznaczają pokaźne budżety na rozwój ścieżek certyfikacyjnych (ktoś musi opracować pytania, ktoś inny musi je zweryfikować, jeszcze ktoś musi do tego wszystkiego dorobić ideologię i marketing…)? Przecież na pewno jedynym powodem nie jest chęć wyłuskania z rzeszy specjalistów IT tych osób, które biegle posługują się danym systemem czy narzędziem. Odpowiedź wydaje się oczywista. Odpowiednio “nakręcony” rynek certyfikatów to jeszcze jeden sposób zwiększenia sprzedaży oprogramowania. Na przykład, większa liczba specjalistów w zakresie systemu SQL Server może przełożyć się na popularność tegoż produktu w firmach.

To pass or not to pass…

Podstawowe pytania, jakie zadaje sobie specjalista IT, brzmią: “Czy powinienem/powinnam zdawać egzaminy certyfikacyjne?” oraz “Jakie certyfikaty powinny znaleźć się w mojej ścieżce rozwoju?”.

Z jednej strony można przeczytać o spektakularnych karierach ludzi, których CV są naszpikowane “papierami”. Z drugiej strony padają głosy, że certyfikat może dzisiaj zdobyć każdy, bo większość egzaminów nie jest trudna do zdania, a w sieci aż roi się od wszelkich “pomocy”, nie zawsze legalnych, które jeszcze zwiększają szanse zdającego. A więc? Warto, czy nie?

Moim zdaniem, warto. Być może jest to pójście z prądem (“bo zdają inni”), być może egzaminy nie są trudne, być może dzisiaj każdy może zostać MCSE. Ale… to samo można powiedzieć o klasycznej edukacji wyższej. Teoretycznie każdy może iść na studia i zostać dyplomowanym informatykiem, elektrykiem czy socjologiem. Studia wymagają oczywiście nakładów finansowych i czasu poświęconego na naukę przedmiotów niekoniecznie przydatnych w życiu zawodowym. A zatem studia to swoista inwestycja w siebie. Poza tym, na studiach człowiek nabywa pewne cenne umiejętności (zdolność negocjacji z wykładowcami ;-), asertywność – imprezować z kumplami czy uczyć się do egzaminu?). I podobnie jest z certyfikatami w IT. Trzeba zainwestować pieniądze w egzaminy i poświęcić czas na naukę wiedząc, że nie wszystko, czego uczymy się do egzaminów, przyda nam się w pracy (w zasadzie można śmiało założyć, że przyda nam się marny procent…). Natomiast trzeba pamiętać, że tak, jak często na rozmowach o pracę kandydat jest eliminowany z dalszych etapów na skutek braków w wykształceniu (tak, tak, czasem ten nieszczęsny magister w CV może robić dużą różnicę), tak samo w pewnych sytuacjach czy środowiskach może się zdarzyć, że to właśnie certyfikat zawodowy, a właściwie jego brak, będzie przyczyną fiaska naszych starań o pracę. Widziałem już polskie firmy, które nie rozmawiały z kandydatami bez stosownego certyfikatu. Papierek był przepustką do rozmowy kwalifikacyjnej. Co ciekawe, zdarzają się na krajowym rynku firmy i organizacje, które w przetargach na grube miliony wymagają od firm w nich startujących, by w zespole miały osoby z konkretnymi certyfikatami.

Oczywiście, sam certyfikat nie jest gwarancją tego, że dana osoba posiada niezbędną wiedzę i doświadczenie. Znam przypadki, gdy delikwent na rozmowie kwalifikacyjnej świecił w CV listą certyfikatów, a brakowało mu podstawowej wiedzy. Życie brutalnie weryfikuje, kto w jaki sposób i po co zdobywa papierowe potwierdzenie swoich kwalifikacji. I niestety, certyfikowany po takiej wpadce zalicza zawsze większego “buraka”  niż ten, kto certyfikatów w resume nie ma :-)

Jakie certyfikaty są dla Ciebie? Na to pytanie ja odpowiedzi Ci nie udzielę. Każdy producent, który ma swój program certyfikacyjny, na ogół w dość czytelny sposób informuje o tym, dla kogo przeznaczone są poszczególne certyfikaty. Ja na przykład skupiam się obecnie na certyfikatach dokumentujących moją wiedzę z zakresu systemu Microsoft SQL Server. Z tym systemem pracuję, w nim się specjalizuję. I zdecydowanie najlepiej właśnie w ten sposób wyznaczać swoje cele w zakresie certyfikacji zawodowej – idź za swoją specjalizacją. Odradzam zdawanie “wszystkiego, co się rusza”. Niezręcznie potem tłumaczy się komuś w czasie rozmowy kwalifikacyjnej, że ten i tamten certyfikat mamy, bo… jakoś tak wyszło. Sam to przerabiałem, ponieważ w ośrodkach szkoleniowych (pracowałem dawniej jako szkoleniowiec) często nowe kompetencje firmy są uzależnione od uzyskanych przez pracowników certyfikatów, więc trenerzy są zobligowani do zdawania egzaminów nieco odbiegających tematycznie od ich zainteresowań.

Sumienie a sprawa certyfikatów

Wspomniałem o tym, że niektórzy zdają egzaminy certyfikacyjne korzystając z nielegalnych pomocy (pytania są wynoszone z sal egzaminacyjnych i powstaje z nich kompilacja, tzw. braindump). Często czytam na różnych forach, jak bardzo ludzie są oburzeni tym faktem. Ale nikt jakoś nie jest oburzony faktem, że co roku uczelnie wyższe opuszcza duże X tysięcy absolwentów, z których zapewne pokaźny procent “przejechał” przez studia na sporym szczęściu i dobrze wykorzystanych ściągawkach :-) Nie pochwalam rzecz jasna nielegalnych pomocy. Uważam, że zdane przy ich pomocy egzaminy to prosta droga do obniżenia wartości certyfikatów. Natomiast koniec końców to sprawa sumienia zdających. Oszukujesz na egzaminach? Najbardziej oszukujesz samego siebie. Jaki z Ciebie będzie specjalista po zdaniu tych paru egzaminów? Być może przydałby się w zestawie certyfikatów Microsoftu (najpopularniejsze egzaminy, więc do nich jest najwięcej nielegalnych pomocy) jeszcze jeden certyfikat – MCBDM (Microsoft Certified Braindump Memorizer) ;-) Inna sprawa, że czasem mam wrażenie, że firmy IT, które prowadzą swoje własne systemy certyfikacji, nie dokładają wszelkich możliwych starań do tego, by zdanie egzaminu wyłącznie na “braindumpach” było niemożliwe (przecież wystarczy duża losowość pytań i odpowiedzi czy stosownie duża pula pytań). Czyżby obawa, że im trudniejsze do zdania egzaminy, tym mniejsze z nich wpływy? :-)

Certyfikat a wiedza ekspercka

Czasem spotykam się ze stwierdzeniem, że certyfikaty są dla ludzi, którzy w danej technologii posiedli “czarny pas”. Nic bardziej mylnego. Przecież nie da się sprawdzić w kilkudziesięciu pytaniach, czy osoba zdająca egzamin ma produkt czy technologię w małym palcu. Nie czarujmy się, egzaminy są dla ludzi! Zdawać może każdy i faktycznie pobudki zdających są bardzo różne. A to zdają dlatego, bo “w firmie kazali”, a to dlatego, bo znalazł się darmowy voucher ze zniżką 100%. Szczerze? Żaden powód nie jest zły. Byleby uczciwie podejść do tematu i zapoznać się z zagadnieniami wymaganymi na egzaminie. Tak zdobyta wiedza (laby, książki, szkolenia) różni się od tej, którą zdobywamy na projektach / wdrożeniach. To prawda. Ale trzeba też pamiętać, że najczęściej zakres wiedzy wymagany na egzaminie jest tak szeroki, że praktycznie nie sposób wszystkich rzeczy “dotknąć” w życiu zawodowym. Stąd nie należy z politowaniem patrzeć na osoby, które idą na egzamin po przetrenowaniu nowego systemu na maszynie wirtualnej. Taka osoba, o ile poważnie podeszła do sprawy i “przeklikała” porządnie system, dysponuje teoretyczną wiedzą, która może okazać się nieoceniona w rzeczywistych problemach stawianych “na produkcji”. A więc certyfikat a wiedza ekspercka to dwie różne sprawy. Oczywiście, wyjątek stanowią te certyfikaty, do których wymagania stawiane są na naprawdę wysokim poziomie, a egzaminy przypominają bardziej pranie mózgu (np. Microsoft Certified Master).

Społeczności osób certyfikowanych

Nie bez znaczenia dla popularności certyfikatów są z pewnością wszelkie społeczności, które powstają wśród osób legitymujących się tym samym certyfikatem. Przykładami takich społeczności są chociażby nie tak żywy już dzisiaj SEClub czy świeżo powstały twór – MCT Europe. Takie inicjatywy znakomicie komponują się z programami certyfikacyjnymi i powinny być solidnie wspierane przez firmy prowadzące owe programy. Ludzie należący do takich społeczności upatrują w tego typu zrzeszeniach wielu szans – czy to na zdobycie cennych kontaktów, czy – być może w dalszej perspektywie – na ciekawą pracę. Ja właśnie zgłosiłem chęć przynależenia do grupy MCT Europe, która zrzesza certyfikowanych trenerów Microsoft ze starego kontynentu. Grupa daje wiele w kontaktach z wieloma instytucjami i firmami. Na przykład założycielom MCT Europe udało się porozumieć z siecią hoteli, dzięki czemu trenerzy należący do organizacji otrzymują zniżki na noclegi. Takich “marchewek” w społecznościach powstałych wokół certyfikatów może być dowolnie wiele – wszystko zależy od osób tworzących daną grupę.

Certyfikat certyfikatem…

… a w pracy i tak liczą się najczęściej zupełnie inne umiejętności. Na przykład umiejętności interpersonalne, zdolności miękkie (negocjacje z klientem – tu raczej nie przyda Ci się żaden papier…). I – najważniejsze – profesjonalizm. A profesjonalizmu nie zapiszesz w CV i nie zdobędziesz na szkoleniach. To po prostu Twoje podejście do pracy i ludzi, z którymi przyszło Ci pracować / współpracować. A certyfikaty? Mogą się przydać i na pewno trzeba rozważyć ich uzyskanie, jeżeli nie chcesz, by Twoje CV decydowało za Ciebie o Twojej przyszłości ;-)

PS. A co do moich planów a propos certyfikatów – szykuję się właśnie do zdania pierwszego z dwóch egzaminów wymaganych do uzyskania tytułu Microsoft Certified IT Professional: Business Intelligence Developer 2008. Trzymajcie kciuki ;-)

[PL] Jak odnaleźć się w branży IT i mieć z pracy coś więcej niż tylko pieniądze?

VN:F [1.7.9_1023]
Rating: 5.0/5 (7 votes cast)

Wejście smoka

Po lekturze wielu wpisów na wielu blogach (m.in. na blogach Mariusza Kędziory i Maćka Aniserowicza) na temat pracy w branży IT, specjalizacji, planowania kariery i podobnych spraw postanowiłem, że i ja dorzucę do tego zestawu coś od siebie. Okazja nadarza się niezła, jako że w tym roku minęło 10 lat odkąd pracuję w branży IT (mało to i dużo – mało, bo znam osoby, które ponad 10 lat pracują w jednej firmie, a dużo – bo można w tym czasie przejść długą drogę po drabince kompetencji), a poza tym jestem właśnie na etapie zmiany pracodawcy. Być może to, co napiszę wyda Ci się stekiem bzdur, kolekcją banałów, z których nic nie wynika lub zestawem kompletnie bezużytecznych “złotych myśli”. Ale jeśli znajdzie się choć jedna osoba, której moje wynurzenia się przydadzą w życiu, będzie to mój sukces.

Autorytet?

Pierwsze pytanie – kim jestem, że uzurpuję sobie prawo do pisania tego wpisu? Obecnie jestem starszym programistą w dużej korporacji oferującej wachlarz aplikacji wspierających pracę firm. Wcześniej byłem trenerem, administratorem, kierownikiem grupy konsultantów i trenerów. Rekrutowałem ludzi i byłem rekrutowany. Widziałem wiele rozmów kwalifikacyjnych (także w języku angielskim oraz wywiadów telefonicznych), byłem świadkiem licznych wpadek HR i kandydatów na różne stanowiska pracy. Obserwowałem rozwój kilku firm i korporacji, w których dane mi było pracować, poznałem smak prowadzenia własnej działalności gospodarczej oraz uroki pracy dla korporacji. Stąd mój tupet w tym wpisie :-)

Do dzieła!

A zatem, poniżej prezentuję zbiór moich przemyśleń na temat pracy, kariery, rozwoju i wszystkiego tego, co związane z zarabianiem pieniędzy w IT. Podkreślam, że mogą to być wyjątkowo nieobiektywne przemyślenia :-)

Część 1: Co zrobić, by łatwiej było zdobyć pracę?
  1. Dbaj o swoje CV. Przede wszystkim zawsze miej aktualne CV, bo nigdy nie wiesz, kiedy będzie potrzebne. Po drugie – dbaj o treść i formę swojego CV. Pokazuj CV znajomym i proś ich o opisanie wrażeń (przede wszystkim czy jest czytelne). Nie wpisuj do niego nieprawdziwych informacji, koloryzowanych kompetencji, a nawet wymyślonych zainteresowań (ale zainteresowania koniecznie wpisz – a może to dzięki nim uda Ci się zdobyć nową pracę). Banał? Było sto razy? To powtórzmy po raz sto pierwszy! CV to często pierwsza informacja o Tobie, jaką ewentualny przyszły pracodawca otrzyma. Niech pierwsze wrażenie będzie jak najlepsze. Wersje polska i angielska zawierające dokładnie tę samą treść to “must have” każdego człowieka pracy.
  2. Nie wstydź się swojej pracy i nie mów o niej źle. Ile to razy słuchałem na rozmowach kwalifikacyjnych człowieka, który otwarcie podważał wagę tego, co robił w życiu zawodowym. A może to, co robiłeś jest tym, co najbardziej interesuje Twojego przyszłego pracodawcę? Na rozmowach kwalifikacyjnych celem jest wyciągnięcie na światło dzienne tego, co było w dotychczasowej pracy najlepsze, a nie najgorsze. O złych stronach pracy mów tylko na wyraźne żądanie rozmówcy i nigdy więcej. To zapewnia pozytywny odbiór Twojej osoby.
  3. Buduj swoje kontakty. Dasz wiarę, że w życiu da się uniknąć brnięcia przez sito rozmów kwalifikacyjnych i testów? Twoje kontakty z ludźmi mogą mieć wielką siłę sprawczą. Dlatego szanuj kontakty z ludźmi z branży, z którymi się stykasz na gruncie zawodowym, ale i nie tylko (o społecznościach będę jeszcze pisał). Nie pal mostów kończąc z kimś współpracę (rozstanie z pracodawcą nie musi być bolesne i pełne wzajemnej niechęci, o wiele lepiej pozostawać w dobrym kontakcie i rozstawać się w atmosferze zrozumienia – zadbaj, by eks-pracodawca poznał logiczne wyjaśnienie Twojego odejścia). Tu nie obowiązuje powiedzenie mówiące, że “nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”. A teraz wyobraź sobie, że dostajesz ofertę na portalu GoldenLine.pl czy LinkedIn.com (a dostaję tam ofert naprawdę sporo). Headhunter podesłał Ci coś, co kompletnie nie pasuje do Twojego profilu zawodowego. Co robisz? Jeżeli puszczasz człowieka kantem i ignorujesz jego wiadomość, wg mnie popełniasz błąd. Zawsze odpowiadam na oferty pracy, jakie dostaję. I zawsze zachowuję kontakt do osoby, która ową ofertę mi podesłała. Czasem zdarza mi się, że podsyłam headhunterowi znajomego, który w mojej ocenie lepiej pasuje do oferty (i być może akurat rozgląda się za nowymi wyzwaniami). Kontakty z “łowcami głów” są nierzadko szansą na ciekawą pracę w przyszłości.
  4. Bądź w społecznościach związanych z branżą. Sprawdź, czy nie warto zbudować kontaktów w społecznościach, np. w grupach pasjonackich, w ramach portali tematycznych albo grup dyskusyjnych. Z moich obserwacji wynika, że takie kontakty mogą okazać się niezwykle cenne. Dzięki udziałowi w spotkaniach Polskiej Grupy Użytkowników SQL Server czy dzięki uczestnictwu w dyskusjach na forum portalu WSS.pl niejednokrotnie zdobywałem klientów oraz poznawałem osoby, dzięki którym łatwiej było myśleć o przyszłości i planować rozwój mojej kariery.
  5. Specjalizuj się. Czasy, kiedy człowiek w IT był od wszystkiego, minęły bezpowrotnie. Dzisiaj wygląda na to, że o wiele łatwiej jest zdobyć pracę będąc specjalistą w jednej / dwóch technologiach. Ja wybrałem bazy danych, a dotychczasowa kariera w IT skierowała moje zainteresowania w stronę systemu Microsoft SQL Server. Ale nie czuję się specjalistą z zakresu SQL Servera jako produktu, a jedynie wybranych elementów tego systemu. I tak już jest – systemy są coraz bardziej skomplikowane i ogarnięcie nawet pojedynczego “potwora” jest praktycznie niewykonalne. W czym się specjalizować? Jeśli jeszcze nie masz swojej specjalizacji, porozmawiaj o tym ze znajomymi z branży. Ja sam chętnie też doradzam swoim studentom, jeżeli kierują do mnie pytania o to, w czym warto się specjalizować. Idealnie jest wpasować się w jakąś niszę – znaleźć technologię, która ma przyszłość, a jest w niej jeszcze miejsce dla Ciebie. Choć tak naprawdę nawet mając specjalizację uznaną za dość powszechną, możesz nie mieć problemu ze znalezieniem pracy, ponieważ rynek może potrzebować wielu specjalistów z danej dziedziny. Tu złotego środka nie ma.
  6. Miej otwarte horyzonty. Nie zamykaj się na technologie. Używasz Windows? Poznaj Linuksa. Pracujesz z bazami Oracle? Zobacz, jak analogiczne rzeczy można robić w PostgreSQL. Oczywiście, chodzi o ogólne pojęcie, co oferują systemy czy technologie inne niż te, z którymi na co dzień przyszło Ci pracować.
  7. Bądź na bieżąco. Staraj się śledzić rozwój technologii i systemów. Obserwuj trendy, kierunki rozwoju produktów. To da Ci szansę znalezienia nisz, w których specjalizacja może być przyczynkiem do zdobycia ciekawej pracy. Czytaj aktualności na portalach, blogach, w gazetach. Na przykład, doskonałą okazją do dokonania przeglądu są konferencje typu Microsoft Technology Summit.
  8. Rozwijaj się nie tylko technologicznie. Szalenie ważne są dziś tzw. “miękkie umiejętności”. Umiejętność komunikacji z drugim człowiekiem, kultura osobista, zdolności w zakresie prowadzenia negocjacji i przeprowadzania rozmów z klientami są w cenie. Jeżeli tylko masz okazję do pracy na styku Twoja firma – klient, korzystaj z okazji i rozwijaj właśnie te zdolności. Jeśli masz taką możliwość, porozmawiaj z trenerem lub osobą, która w pracy używa takich “miękkich umiejętności”.
  9. Wyznaczaj sobie cele. Nie ma nic gorszego niż brak celu w życiu zawodowym. Znam ludzi, którzy już w wieku dwudziestu paru lat wiedzieli, co chcą robić za 5-10 lat. Duży szacunek, jeżeli człowiek myśli o przyszłości i stara się dążyć do czegoś w życiu. Wyznacz sobie wiele celów i dla każdego załóż jakiś czas realizacji. Gdy czas upłynie, spróbuj podsumować, co udało się zrealizować, a co nie (i dlaczego nie!). Przy czym celem nie musi być – “za 5 lat będę project managerem”. To może być coś zupełnie innego – np. “za 5 lat będę miał wyrobioną markę w kraju i 2-3 stałych klientów, dla których będę wykonywał projekty”.
  10. Zdobywaj udokumentowane kompetencje. Certyfikaty, referencje, listy polecające, szkolenia. Niezależnie od obiegowych opinii to one są często podstawą do tego, czy masz szansę na zdobycie atrakcyjnej i rozwojowej pracy. Nie lekceważ zwłaszcza potęgi certyfikatów. Mówi się o nich dużo, niekoniecznie dobrze, ale ja już dzisiaj wiem, że na pewnym poziomie w branży IT bez nich po prostu człowiek nie istnieje. Co do referencji – jeśli czujesz, że udało Ci się wykonać kawał dobrej roboty dla klienta, poproś o pisemne potwierdzenie satysfakcji klienta. Ważne zwłaszcza wtedy, gdy klient ma uznaną markę – to może być kiedyś przepustka do “lepszego świata” :-)
Część 2: Jak pracować i nie zwariować?
  1. Po pierwsze – pracuj uczciwie. Niech praca nie będzie przykrym obowiązkiem. Pamiętaj, że zazwyczaj pracujesz za takie pieniądze, jakie samemu udało Ci się wynegocjować. Nie narzekaj więc, że “słabo płacą”, tylko rób swoje. Pokaż, że z Twojej strony wszystko jest w porządku, że swoje obowiązki wypełniasz z właściwym profesjonalizmem. Nie dostosowuj się poziomem do innych. Pracownik wypełniający sumiennie swoje obowiązki jest cenniejszy od znudzonego “wielkiego eksperta”, który już na nic w pracy nie ma ochoty i buduje w firmie atmosferę błogiego lenistwa. Takiego marazmu nie znoszę, bo bywa zaraźliwy :-)
  2. Nie patrz innym na ręce. Jeżeli nie jesteś zwierzchnikiem współpracownika, nie staraj się odgrywać tej roli. Widząc, że ktoś popełnia błąd, zwróć mu uwagę, pomóż. Ale nie besztaj, bo błędów nie popełnia tylko ten, który nic nie robi. Ponadto, to, że inny pracownik firmy nie wykonuje właściwie swoich obowiązków, nie upoważnia Cię do dorównywania mu w niedbalstwie czy nieróbstwie. Inni nie robią dokumentacji swoich modułów kodu? Jeżeli nie ma przeciwwskazań, Ty dokumentuj swój kod. Powtórzę raz jeszcze – bądź dobrym przykładem dla innych.
  3. Ucz się. W każdej firmie zgromadzona jest wiedza. Rzadko kiedy udokumentowana, ale ona tam jest. Znajdź w firmie ludzi, od których możesz się uczyć i korzystaj w miarę możliwości z ich doświadczenia. Miałem w życiu to szczęście, że pracowałem w każdej firmie z ludźmi, rzekłbym, wybitnymi. I to jest bezcenne. Zbieraj doświadczenia, rób podsumowanie po każdym projekcie (a nawet po każdej fazie projektu). W miarę możliwości spisuj wiedzę (notes, baza wiedzy, blog – każdy sposób jest dobry). Staraj się uczyć głównie rzeczy przydatnych w codziennej pracy.
  4. Bądź otwarty na pomysły współpracowników. Nawet, jeśli jesteś już w pozycji przełożonego i zarządzasz zespołem, słuchaj swoich współpracowników. Oni naprawdę też mogą mieć dobre pomysły. Znam sytuacje, kiedy bardzo silne zespoły rozpadały się, a pracownicy odchodzili z firmy, ponieważ lider zespołu narzucał swój – niekoniecznie słuszny – punkt widzenia.
  5. Nigdy nie przestawaj ulepszać swojego modelu pracy. Zawsze możesz coś poprawić w pracy swojej czy swojego zespołu. Staraj się myśleć konstruktywnie o tym, co można poprawić w modelu pracy. Zapoznaj się z metodykami prowadzenia projektów, tam często są gotowe rozwiązania, które mogą sprawić, że praca będzie przyjemniejsza, bardziej zorganizowana, zorientowana na współpracę grupy ludzi. Wprowadzaj w swojej pracy uznane powszechnie dobre praktyki (tu chodzi o dowolne “best practices” – zarówno w odniesieniu do technologii, jak i pracy zespołowej).
  6. Automatyzuj. To szczególnie dotyczy pracy w IT. Staraj się wyeliminować ze swojego dnia pracy czynności, które może za Ciebie wykonywać automat. Jeżeli widzisz, że codziennie robisz powtarzalną czynność inną niż przeglądanie logów czy czytanie dokumentacji, być może dałoby się coś zautomatyzować. To nie jest lenistwo, to pragmatyzm. Mniej powtarzalnych czynności = mniejsze znużenie pracą + więcej czasu na inne czynności (np. na naukę).
  7. Miej zdrowe priorytety. Praca jest ważna. Ale ważniejsze są zdrowie czy rodzina. Zadbaj o to, by praca wpasowała się w Twoje życie bezboleśnie. Jeżeli czujesz, że praca psuje Twoje relacje z bliskimi lub rujnuje Ci zdrowie (stres, nadgodziny), pomyśl, co można z tym zrobić. Nie pracuj ponad swoje możliwości fizyczne (pracujesz po 12-14 godzin dziennie? ten punkt napisałem specjalnie dla Ciebie – opamiętaj się!).
  8. Szanuj swój czas i swoją pracę. Wiele się mówi o tym, że ludzie z IT bywają niedoceniani, a przez to słabo opłacani. Ale spróbuj odpowiedzieć sobie na pytanie – co robię, by pracodawca miał podstawy do płacenia mi pieniędzy zgodnych z moimi oczekiwaniami? Jeśli Ty nie jesteś w stanie logicznie uzasadnić swoich oczekiwań, nikt nie będzie w stanie tego zrobić za Ciebie. Ceń siebie i swoją pracę, nie pracuj za darmo (nadgodziny, weekendy). I ważna rzecz – na rozmowach o pracę zazwyczaj wypada podawać oczekiwaną kwotę nieco zawyżoną, ponieważ najprawdopodobniej Twoi rozmówcy będą negocjować w dół :-)
  9. Okazuj ludziom szacunek. Najbliższym współpracownikom, starszym pracownikom, podwładnym i przełożonym. Pamiętaj, że kiedyś ktoś może okazać brak szacunku wobec Ciebie. Traktuj ludzi tak, jak chcesz, by Ciebie traktowano. To naprawdę działa w dwie strony.
  10. Spróbuj odnaleźć swoje miejsce w firmie czy w zespole. Zawsze jest coś, co robisz lepiej od swoich koleżanek i kolegów. Staraj się, by w tym względzie Twój wkład w firmie był widoczny. Jeżeli to możliwe, dziel się wiedzą. Wiem, że czasem może to spowodować, że poczujesz zagrożenie Twojej pozycji w firmie/zespole. Ale dzielenie się wiedzą może dać Ci wielką satysfakcję, wdzięczność współpracowników i szanse na to, że ktoś inny podzieli się z Tobą swoją wiedzą.

Veni, vidi, vici

Jeżeli udało Ci się dotrzeć aż tutaj, to znaczy, że dałem radę i udało mi się nie zepsuć tego wpisu :-) Oczywiście, to nie wszystkie moje przemyślenia. Niektóre zatrzymuję dla siebie ;-) Te, które wymieniłem, zawierają zasady, jakimi kieruję się ja. I jak dotąd wydaje mi się, że te zasady działają na moją korzyść. To dzięki nim jestem dzisiaj w tym miejscu mojej kariery. W miejscu, w którym – przynajmniej na razie – nie martwię się o swoją przyszłość i widzę swoje ścieżki rozwoju. Robię to, co lubię, daje mi to satysfakcję i pieniądze, mam czas dla rodziny i dla siebie, a i ludzie, którzy mają okazję ze mną pracować na moje oko są z tej współpracy zadowoleni. I o to w tym wszystkim chyba chodzi :-)

PS. Czekam na komentarze i przemyślenia. Tylko dyskutując możemy się czegoś od siebie nauczyć!

[EN / PL] Let’s go!

VN:F [1.7.9_1023]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
Welcome to my new blog. All posts from the previous one will stay there at http://zine.net.pl/blogs/sqlgeek. And for now – Merry Christmas and a Happy New Year! Witaj na moim nowym blogu. Wszystkie notki z poprzedniego bloga zostają pod adresem http://zine.net.pl/blogs/sqlgeek. A tymczasem – Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!

[PL] PS. Przepraszam wszystkich, którym wyciąłem komentarze do tej notki. Musiałem niestety przeinstalować silnik WordPress :-)